niedziela, 5 października 2014

Rozdział 13: Potwór.



- Waliyha! - Zapukałem do jej drzwi, a po chwili otworzyła je ze zmęczonym wyrazem twarzy.

Przetarła zaspane oczy i odpowiedziała ziewnięciem.

- Tak?

- Idź się przygotować. Wyjeżdżam za pół godziny.

Zajęczała z bólem w głosie.

- Zayn jest dopiero 7:30

Potrząsnąłem głową.

- Siedziałaś do późna. Przygotuj się.

Zirytowana przewróciła oczami.

 - Ugh!

Szedłem schodami w dół, prosto do kuchni, czułem jakby mój żołądek zjadał sam siebie.

Cały ten seks dodaje mi apetytu.

Jak za dawnych czasów.

- Dzień dobry Panie Malik - Pani Conrad powitała mnie z kawą.

- Dziękuję. - Przewinąłem listę mailów i przyglądałem się jednemu od Victorii.

Widzieć naszą korespondencję to nadal najdziwniejsza rzecz. To, że mam ją przy sobie, zdecydowanie czyni wszystko lepszym, niż kiedykolwiek, nie zależnie od tego, gdzie stoimy.

Amber ciągle mieszka w tym samym domu. Nie będę zdziwiony, jeśli Matt tam ciągle przebywa, od kiedy są znowu razem.

Złapałem gazetę i usiadłem przy stole śniadaniowym upijając łyk mojej kawy.

- Będę musiał usiąść z tobą i ustalić to, co lubi i czego nie lubi jeść Waliyha. - Bąknąłem do Eve, a ona kiwnęła potakująco.

- To będzie pomocne, dziękuję Panu. Dzień dobry, Waliyha.

Waliyha weszła z uśmiechem na twarzy, ale to jest fałszywy uśmiech. Wiem to.

- Co ty do cholery założyłaś? - Patrzyłem gniewnie, kiedy zauważyłem ją w bardzo skąpo wyglądających rzeczach. - Gdzie jest reszta twojego ubrania?! Dlaczego nie masz uniformu?!

Gapiła się na mnie.

- To dzień bez mundurku!

- Więc nie zamierzasz pójść i znaleźć reszty ubrań?! Idź załóż coś na siebie! - Spojrzałem groźnie, a ona wywróciła oczami.

- To jest spódnica!

- A gdzie jest jej reszta?! - Odparłem zirytowany. - Idź włóż coś innego.

- Jesteś taki irytujący! - Zajęczała przed odejściem.

Spojrzałem na Panią Conrad, a ona uśmiechnęła się.

- Naleśnika? - Uniosła brew, a ja westchnąłem.

Naleśniki. Naleśniki kojarzą mi się z Borabora, kiedy myślałem, że podałem Victorii zatrute jedzenie.

Nie wiedzieliśmy.

Byłem bardzo głupi myśląc, że to zatrucie pokarmowe. Ja również je jadłem. I było wszystko w porządku.

- To byłoby miłe. - Bąknąłem.

Po chwili wróciła Waliyha w jeansach, a ja kiwnąłem z aprobatą.

- Dobrze spałaś? - Uniosłem usta w pół uśmiechu, a ona usiadła przy stole obok mnie z piorunującym spojrzeniem.

- Nie mogłam spać.

Przez chwilę obwiniałem siebie, ale my byliśmy cicho.

A może nie?

Próbowałem zagrać zakłopotanie i zaskoczenie.

- Dlaczego?

- Ponieważ byłam bardzo podekscytowana zostaniem tutaj. Więc nie mogłam spać.

Uśmiechnąłem się lekko z ulgą, a ona westchnęła.

- Może powinnaś wcześniej chodzić do łóżka.

Spojrzała na mnie, jakbym był szalony.

- Nie ma mowy. Nie mogę spać wcześniej.

Pokręciła głową, jakbym był szalony i spojrzała na swój telefon.

Pieprzone dziewczyny i ich telefony.

Cóż, mógłbym powiedzieć więcej.

- Dlaczego wychodzimy tak wcześnie?! - Dyskutowała zirytowana.

To dezorientujące, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, a nie jesteśmy biologicznym rodzeństwem. Ona nie jest kimś, kto lubi wcześnie wstawać, ja ledwo śpię, ale siebie również nie nazwałbym rannym ptaszkiem.

Nienawidzę ludzi, którzy są radośni  z samego rana, jak Eve. Jest miłą panią, ale czasami nie mogę znieść jej zadowolenia.

- Ponieważ wiem, jak długo zajmuje ci przygotowanie się. - Powiedziałem, kontynuując przeglądanie gazety, która wydaje się być bardziej interesująca.

- Wiesz, że mogę prowadzić? - Uniosła brew, a ja spojrzałem na nią.

- Czy to kolejna próba wyłudzenia na mnie pozwolenia na prowadzenie moich aut?

- Może.

- Nie ma mowy, nie dotkniesz żadnego z nich.

Przewróciła oczami.

- To cię uratuje od podwożenia mnie do szkoły. A jednocześnie ja będę miała trochę więcej swobody.

Puściłem mimo uszu jej komentarz o "wolności". Bycie w tym apartamencie to już jest wolność, tak długo jak nie przyprowadzi tu pierdolonego kutasa albo pudełka pełnego kondonów.

- Wal, muszę porozmawiać z tobą na temat przyszłego weekendu.

Nie odpowiedziała.

- Wal.

Dalej nie zwróciła na mnie uwagi.

Czuję, że mnie ignoruje, bo jej pieprzona uwaga skupiona jest na telefonie.

- Waliyha! Co robisz?!

- Jestem na twitterze. - Westchnęła i odłożyła telefon. - Nie chcesz żebym szła?

A więc jednak słuchała.

- Nie, mam plany. - Udało mi się zadzwonić do restauracji i poinformować o zmianie planów, ale tylko dlatego, że jestem ich stałym gościem udało się zmienić rezerwację.

- Wyjeżdżamy w czwartek i powinniśmy wylądować w nocy.

- Więc ja też jadę?

Kiwnąłem głową, prawie zirytowany i natychmiast żałuję.

- Oh, więc wyjeżdżamy w czwartek?

Spojrzałem na nią zirytowany. Czy nie powiedziałem tego kurwa przed chwilą?!

- Tak, Waliyha. Wyjeżdżamy w czwartek.

- W porządku. Więc wyjeżdżamy w czwartek. - Potwierdziła ostrożnie.

Przeciągnąłem dłońmi po twarzy.

- Piątek, zabieram ją.

- Cały dzień?

- Taak.

Eve położyła talerze ze śniadaniem naprzeciw nas, a ja złapałem widelec.

- Co będziecie robić? - Zmarszczyła brwi.

- Nie powiem ci! - Skrzywiłem się, biorąc naleśnika do ust.

Waliyha kiwnęła głową i uśmiechnęła porozumiewawczo.

- Dobra. Łapię. Chcecie czas tylko dla siebie.

Westchnąłem.

- Wal...

- Proszę. Nie mów nic więcej. Jestem już totalnie zgorszona. - Zamknęła usta, a ja przewróciłem oczami, kontynuując jedzenie.

- Wiesz, że gdyby nie było tu Victorii nie wprowadziłabym się. - Wyznała Waliyha, a ja uniosłem brwi, gdy wzięła łyk swojego soku.

- Oh! Nie zrozum mnie źle. Miałam na myśli to, że nie chcę drażnić ciebie i...

- O nie. -Powiedziałem sucho i odpuściłem temat.  - Nie mów nic więcej. - Przedrzeźniałem.

Westchnęła.

- Jezus. To źle zabrzmiało. Ona jest na prawdę spoko. Zadowolony teraz, dupku?

- Tak, tak...

- Proszę Pana. - Przerwał nam głos Marka, spojrzałem na niego w górę. - Pani Coventry jest w drodze na górę.

Kurwa świetnie. Wziąłem głęboki wdech i pokiwałem głową, a Waliyha skrzywiła się zdezorientowana.

- Kto?

Nie twoja sprawa.

- Amber. - Bąknąłem.

Zmarszczyła brwi, momentalnie zamyślając się.

- Przyjaciółka Victorii? Nie lubisz jej?

- Nie. - Odsunąłem pusty talerz i poszedłem na górę aby obudzić Victorię.

Wchodząc do małego korytarza prowadzącego do mojego pokoju, zdziwiłem się widząc Victorię zatrzaskującą szufladę przed spojrzeniem na mnie.

- Cześć. - Uśmiechnęła się po wzięciu głębokiego wdechu i złapała się za klatkę piersiową. - Przestraszyłeś mnie.

Uśmiechnąłem się lekko.

- Cześć. - Pokazałem w stronę, z której przyszedłem. - Amber tu jest.

Victoria zmarszczyła brwi i rzuciła telefon na małe krzesło po drugiej stronie pokoju.

Zbliżyła się do mnie, stanęła na palcach aby zostawić szybki pocałunek na moich ustach, po czym wyszliśmy z pokoju.

- Dobrze spałaś? - Zapytałem, a ona kiwnęła głową kiedy gładziłem jej włosy.

- Wygląda na to, że tak. - Uśmiechnąłem się, a ona figlarnie przewróciła oczami, kiedy schodziliśmy po schodach.

- Re! - Amber witała nas na dole, a ja jestem prawie zaskoczony widząc Jamesa.

- Cześć stary! - Przywitał się z szerokim uśmiechem,a ja skinąłem głową zanim uścisnąłem jego rękę.

- Dobrze cię znowu widzieć, James.

- Taak, ciebie też stary. - Westchnął - Taak kolego, przychodzisz w ten weekend?

Zacisnąłem usta i ponownie się przygotowałem.

- Być może.

- Nie bądź sztywniakiem, stary. Przyjdź. - Naciskał James i zanim zdążyłem odpowiedzieć odezwała się Victoria.

- James! - Słychać ekscytację w jej głosie. Patrzyłem na dół kiedy zamknęła go w uścisku.

Nie obchodzi mnie to, że jest jej przyjacielem. Kurewsko nienawidzę widzieć jej przytulającej Jamesa czy innych samców. Poza jej ojcem czy bratem.

Ale ona zawsze jest szczęśliwa, gdy James i Amber są w pobliżu. Taka otwarta i beztroska. Uśmiech, który tylko oni mogą wywołać na jej pięknej twarzy, prawie wzmacnia jej szczęście. Kocham widzieć ją uśmiechnięta, ale nie mogę nic poradzić na uczucie zazdrości.

Chciałbym widzieć tą samą ekscytację na mój widok.

- Dobrze cię widzieć Zayn! - Amber przerwała całe te słodkości wchodząc z buciorami, i szczerze mówiąc to najgorsze aktorstwo jakie widziałem.

- Amber. - Przywitałem się, nie zadając sobie trudu, by nawiązać dalszą konwersację a ona westchnęła.

- Zawarliśmy umowę.

- Tak, właśnie jej dotrzymuję. - Wymamrotałem zirytowany, po czym podszedłem do Waliyhii, która wygląda na kompletnie zagubioną.

Spojrzałem na zegarek.

- Gotowa?

Kiwnęła głową i westchnęła cicho, ale nic nie odpowiedziała. Zanim ją zapytałem, James podszedł do nas.

- Kim jest ta urocza...

Skrzywiłem się.

- Moja siostra.

Wzrok Jamesa poszerzył się po czym odchrząknął.

- Miałem na myśli.. Cześć. Jestem James. - Uśmiechnął się niepewnie, a ja odwróciłem się do Waliyhii.

- Waliyha - Wymamrotała cicho.

Zmarszczyłem brwi.

- Musimy iść. Ona ma szkołę. Ja mam pracę.

- Szkołę? Ile masz lat?

- 18 - Uśmiechnęła się nieśmiało, a ja przeniosłem na nią swój wzrok.

- O rany, myślałem, że jesteś starsza. - Gapił się.

- Naprawdę?! Cóż, wezmę to...

- Waliyha! - Przerwałem jej w połowie zdania, a ona przewróciła oczami.

- Hey Waliyha! Chodź z nami. - Powiedziała Amber i tym razem to ja przewróciłem oczami.

- Wychodzimy. - Powiedziałem monotonnie, a Victoria westchnęła przed zmniejszeniem dystansu między nami.

- Spotkamy się na górze, będę tam za minutę. - Powiedziała i po pożegnaniu Amber i James ruszyli na górę.

- Mam nadzieję, że oni nie idą do naszego pokoju.

- Nie twój pokój. Mój star.. - Zatrzymała się i spojrzała na Waliyhę po czym wróciła z powrotem do mnie. - Upss. - Wyszeptała cicho.

Wziąłem głęboki wdech i spojrzałem na Waliyhę, która jest na swoim telefonie.

- Spotkamy się na dole. - Poinformowałem, a ona przytaknęła, zanim wyszła z Markiem przy jej boku.

- My tylko będziemy robić plany na urodziny Jamesa. - Wyjaśniła Victoria, a ja skinąłem głową, po czym złapałem jej twarz i pocałowałem.

- Kocham cię, skarbie. - Wyszeptałem i pocałowałem ją ponownie, a ona uśmiechnęła się.

- Kocham cię bardziej.

- Oh i powiedz Jamesowi, by trzymał się z dala od mojej siostry. Do później kochanie.



***



Po długim dniu, nie spodziewałem się, że Amber i James wciąż będą kiedy wrócę. Biorąc pod uwagę, że nie była taka chętna, aby tu zostać. Waliyha była na "wspólnym uczeniu się", więc tak oto ja jestem przy barze w kuchni z trójką pozostałych i nadal czuję się, jakbym tu nie pasował, ale to uczucie towarzyszy mi przez całe życie; samodzielność i samotność.

Znam Amber i zawarłem z nią umowę, ale nie mogę pomóc, gdyż ona ma do mnie małe zaufanie. Nie dlatego, że jestem zimny i mam to w dupie.

James jest zawsze na wszystko otwarty i akceptuje mnie wraz z moimi błędami, ale teraz jest zdecydowanie inaczej. Wyczuwam jego lojalność i zaufanie spadające w mojej obecności i ja go za to nie winię. Zasłużyłem sobie na to, tak sądzę. Po tym co zrobiłem Victorii parę miesięcy temu, gdy zaszła w ciążę, myślę, że nie zasługuję na nic.

- Możesz być bardziej konkretna? Mam na myśli jak bardzo poważnie jest z tobą i Mattem?! - Victoria patrzyła na Amber, która zjadała serowe krakersy i nalewała jeszcze jeden kieliszek wina.

- Jeszcze mi tego nie udowodnił.

- Udowodnił co? Że nie jest zbyt dobry w łóżku..? - Amber spojrzała figlarnie i klepnęła Victorię w tyłek.

Wow. Czy to normalne?

Skrzywiłem się i wymieniłem spojrzenia z Jamesem. Odpowiedział z grymasem na twarzy mówiącym; witaj w moim świecie.

Dziewczyny są kurewsko dziwne.

Jeśli szedłbym obok Jamesa i klepnął go w tyłek, tylko dlatego, że ze mnie żartował sądzę, że nasza rozmowa nie zakończyłaby się na chichotaniu i uśmiechach. W przeważającej części nie mógłby na mnie spojrzeć w ten sposób, a po drugie to byłoby kurwa dziwne, gdyby faceci klepali się wzajemnie po tyłkach.

Będę trzymał ręce przy sobie albo na Victorii.

- Nasze życie seksualne ma się dobrze, dziękuję bardzo! - Odpowiedziała Amber.

Powiedziałbym to samo o moim, ale wasza dwójka wciąż tu jest.

Nie ma nawet Waliyhii. To jest prawdopodobnie jedyna okazja na chwilę prywatności, ale kurwa, ta dwójka jest tutaj.

Poprawiłem spodnie, kiedy poczułem rosnący wzwód napierający na ich materiał.

Zajmując stołek pomiędzy Jamesem, a mną, Victoria usiadła opierając ręce na moim udzie, po czym napiła się trochę wina.

Czy ona próbuje mnie ustawić?!

Chwyciłem ją za rękę, a ona ścisnęła ją w odpowiedzi, z łatwością wypełniając moje ciemne serce.

- Wszystko dobrze? - Zapytała, odwracając uwagę od konwersacji Amber i Jamesa.

- W porządku, kochanie. - Odpowiedziałem cicho.

Jeśli zapytałabyś mnie wczoraj, czy te leki antydepresyjne działają, powiedziałbym tak.

Dzisiaj, to już inna historia.

Nie jest w porządku.

Nie jestem szczęśliwy.

Nie, ja jestem smutny.

To jeden z tych dni, w których czujesz się jak nikt.

Ale to trwa może dwa tygodnie albo 3, od kiedy biorę antydepresanty.

Minie miesiąc, zanim one dadzą jakiś efekt.

Myślałem, że było inaczej, faktycznie czułem się dobrze i miałem nadzieję, że zmieniłem się w ciągu tych kilku ostatnich dni.

Ale siedzę tu, a moje myśli są totalnie gdzie indziej.

Spojrzałem w dół na Victorię, a ona gadała i gadała na temat imprezy w Java hut. Amber najwyraźniej znalazła nową pracę, a Ted ponownie zaoferował Victorii prowadzenie biznesu.

Aktualnie zastanawia się nad tym, a ja mam nadzieję, że przyjmie tą ofertę.

Tylko, że to oznacza, że nie będę jej widywać tak często.

Nie podoba mi się to.

Złapałem moją szklankę whisky i wypiłem wszystko za jednym razem. Gdy ją odłożyłem poczułem jak pali mnie w gardle, ale uczucie to zniknęło szybciej, niż się spodziewałem. Wstałem nagle, a trzy pary oczu zwróciły się w moją stronę, jakbym upuścił szklankę na podłogę.

Odchrząknąłem.

- Idę wziąć prysznic. - Pochyliłem się i wymamrotałem do Victorii. Otarłem się ustami o jej włosy i wziąłem głęboki wdech, skazując ją na mój dotyk.

Kiwnęła głową i uśmiechnęła się, a ja przeprosiłem i wyszedłem.

- Nudzimy cię Zayn? - Zapytała Amber.

Wiem, że to szczere pytanie, ale ponieważ pochodzi od niej dostałem olśnienia umysłu.

- Nie powiedziałbym, że nudzicie. Jest to rozmowa na temat, którego nie do końca jestem świadom.

- Nie powiedziałabym, że niewolnictwo seksualne jest tematem odpowiednim przy stole. - Powiedziała złośliwie.

Świerzbiła mnie moja dłoń i nie spuszczałem z niej wzroku.

Czułem jak mój temperament i poczucie nienawiści rośnie z jakiegoś powodu. Amber i James są tutaj, co pogarsza sytuację.

Nie chcę, by mój temperament wybuchł, a Amber patrzyła na mnie spode łba, jakbym był pieprzonym potworem.

Miałem na myśli to, że jestem.

Nie zamierzam zaprzeczać.

Jestem pierdolonym potworem.

Pieprzyłem dziewczyny i nakłaniałem je do bycia uległymi. Wyzbyłem się już biczowania, a nawet chłostania dziewczyn. Kiedy widziałem, że rodzi się jakieś popieprzone uczucie względem mnie; karałem je bardzo mocno i zostawiałem w ciemności na dwa całe dnie, po czym je spławiałem. Manipulacja.

Świeże, niewinne łzy zawsze podnosiły ciśnienie mojej krwi, a mój kutas budził się do życia. Kurwa, nawet role w moich fantazjach były pokręcone.

Byłem zimny, bez serca. Byłem chorym draniem.

Jednak z biegiem lat stałem się bardziej opanowany, a mój gniew osłabł.

Może to jest to, o czym mówiła Kayla.

Zmieniała mnie.

Nie powiedziałbym, że to Kayla mnie zmieniła.

Mam na myśli tak, w sumie miała wpływ na to jaki jestem teraz. Przed Kaylą, byłem właśnie typem takiego gówna.

Raniłem psychicznie dziewczyny tylko dlatego, że to czyniło mnie silnym i mniej podatnym.

Przyznałbym się do bycia sadystą, ale poznałem Kaylę i wszystkie moje kary stały się łagodniejsze. Znośniejsze dla mojej uległej.

Zrezygnowałem z chłosty.

Następnie z biczowania.

Później z karania pasem.

Aż pchnęła mnie do zmiany.

Byłem świadomy tego co czuła i kurwa nie chciałem żadnej z tych rzeczy. Byłem jeszcze młody, wciąż dziewicą w kwestii miłości. A ona skuliła się w swych słowach osamotniona, nie zwracając uwagi na ich znaczenie.

Fakt, że czuła coś do mnie sprawił, że wszystko stało się trudniejsze i ona stała się inna. Stałem się zbyt delikatny.

Ona skorzystała z tej przewagi, osłabiając mnie i oślepiając.

A ja kurwa mogłem zrobić dla niej wszystko.

Dopóki nie spotkałem Victorii, intensywnie dorosłem. Nigdy nie powiedziałem na nikogo złego słowa, ale Yaser. Człowiek, który chce więcej niż zniszczyć każdy kawałek godności i nadziei, a ja chciałbym usłyszeć jak mówi te pięć prostych słów; Jestem z ciebie dumny... Synu.

Albo nawet te dwa słowa, na które nie byłem emocjonalnie gotowy, aż do teraz.

Może gdybym nigdy nie spotkał Kaylii, nie byłbym teraz z Victorią. Los sprawił, że mam wątpliwości, czy moja przeszłość byłaby inna i czy przyszłość wyglądałaby tak jak teraz?

Chciałbym jednak przyznać się do jednej rzeczy. Brakuje mi tego.

Bardzo.

Tęsknię za dominacją i nie wiem czy to mój chory nawyk, czy jest to coś co wstąpiło we mnie w trakcie odgrywania scen.

Ale uwielbiam widzieć Victorię przywiązaną i tak wrażliwą jak nigdy, jej usta błagające o wolność, błagające mnie, aby ją pieprzył bez opamiętania albo błagającą o mojego kutasa.

Pamiętam, jak karałem ją w trakcie trójkąta.

Biłem ją pasem. Nie biłem pasem żadnej z moich uległych przez długi czas.

Ale złoiłem Victorię.

Kocham to. I nienawidzę siebie za kochanie tego.

Ten dreszcz, gdy widziałem fioletowe siniaki na tyłku Victorii, dawały mi pewnego rodzaju poczucie. Kiedy jestem dominantem nie chcę się zatrzymywać. I chciałbym ją pieprzyć właśnie tam, a następnie jak zbawiciel dać ukojenie jej piekącemu tyłkowi.

Ale po tym wszystkim, że ją tam zabrałem i użyła hasła bezpieczeństwa, moja dominacja rozpadła się i to pierdolone uczucie mnie wkurwia; wina. Wina mnie zalewa.

Po tej scenie nigdy więcej nie pomyślałem o Victorii, jako o mojej uległej. Nie podoba mi się tak.

Ciąża była prawdopodobnie jedynym czasem, w którym o tym myślałem. Powiedziałem dużo rzeczy, których nie powinienem mówić.

Czułem, jakbym stracił moją dominację. Formalnie wciąż tam jest. Ale, gdy spojrzę wgłąb mojej duszy.. czy mógłbym ją ponownie uwolnić?

Nie wiem.

Nie mógłbym go znaleźć nawet gdybym próbował. Ukrył się w cieniu, odszedł. Tęskniłem za nim. Nie widziałem go jakiś czas.

Może ten potwór jest we mnie schowany.

Może te antydepresanty zabrały go gdzieś daleko i te emocje, które czułem są po prostu końcem tych epizodów.

A może nie jest. Może to ja jestem wielkim pierdolonym mięczakiem i to jest związane z tym pieprzonym gównem zwanym miłością.

Nie będę w stanie ponownie ukarać Victorię, ale sceny, które mogłyby ją dopasować byłyby dobre mimo wszystko.

Właśnie przegapiłem dominację jaką nad nią miałem.

Natomiast nie nazwałbym tego niewolnictwem seksualnym.

Ta suka nie ma kurwa prawa mówić takich pierdolonych głupot!

Emma mnie ostrzegała. Zawsze znajdzie się ktoś z zewnątrz potępiający uległe jako seksualne niewolnice. Jeśli tylko znają prawdę.

Uważam, że to obraźliwe, że Amber, pierdolona przyjaciółka Victorii podąża tą drogą.

To Amber Zayn, zawsze miała o tobie niskie mniemanie. Dlaczego miałbyś brać jej opinie do serca? To nie pierwszy raz, gdy ona ci dokopuje w momencie, gdy już znajdujesz się nisko.

- Myślę, że to dobry czas, abym wyszedł. - Odwróciłem się na pięcie i kontynuowałem drogę do schodów.

Moje myśli są pomotane. Widzę czerwień w moim spojrzeniu i jestem kurewsko wściekły, kiedy mój umysł powtarza to, co przed chwilą powiedziała.

Niewolnica seksualna?!

Żart czy nie, ale nie porównałbym żadnego z moich makabrycznych bzików do takich słów.

Zrobiła jakiś pieprzony interes.

Po zdjęciu ubrań odkręciłem kurek z gorącą wodą i czekałem, aż łazienka zajdzie mgłą.

Moje ciało napięło się, kiedy poczułem wzrastającą temperaturę wody, uderzającą w moje ciało. Ale to jedyna rzecz, która sprawia, że czuję się jak człowiek. To przypomina mi, że jestem ciągle żywy.

Obróciłem się, kiedy dwie gigantyczne prysznicowe dysze oblały gorącą wodą moje plecy.

Podpierając się jedną ręką o ścianę, spojrzałem w dół, kiedy odkręciłem wodę na jeszcze bardziej gorącą. Zasyczałem z bólu, czując jak mnie pali do głębi mojego ciała. Mój brzuch napiął się, a ja czułem gorąco głęboko w nim.

Tylko człowiek.

Jeszcze.

Wciąż potwór.

Zamknąłem oczy. Wspomnienia, o których od dawna chciałem zapomnieć, pulsowały gdzieś w mojej głowie. Znowu je włączyłem. Czułem wzrastające ciepło na moich plecach i syczałem przez zaciśnięte zęby.

Chwyciłem rosnącego penisa i ramieniem oparłem się o ścianę utrzymującą mnie, podczas gdy woda oblewała mój tył.

Nie mogę o tym myśleć. Nienawidzę wspominania tych strasznych lat.

Odwróciłem się jeszcze raz, a ja moja ręka ześlizgnęła się po mokrej ścianie, nie zdolna do trzymania czegokolwiek czego szukałem.

Mój oddech jest toporny, ciężki ale szybki. Mój umysł zatacza koło, ponieważ ból spadającej kaskadami na moje zaczerwienione plecy wody,  moje obawy, temperament i wspomnienia znikają, gdy tylko sięgam do tyłu, by podrapać moje plecy, powodując więcej bólu pojawiającego się na całym moim ciele.

Zirytowany po raz kolejny zacisnąłem moje oczy, kiedy podrażniłem drugą stronę moich pleców, przestałem ciężko dysząc.

Nie robiłem tego przez jakiś czas.

Dlaczego zrobiłem to ponownie?!

Ponieważ na to zasługuję.

Za mną usłyszałem otwierające się szklane drzwi prysznica, odwróciłem wzrok i spojrzałem na Victorię, która stała za mną, perfekcyjna i cudownie naga.

Tak bardzo kocham oglądać tę jej stronę, nie ruszałem się.

- Hej. - Uśmiechnęła się, kiedy słowa szybko wyszły z jej ust.

Gdy zrobiła krok w moją stronę wzdrygnąłem się, chciałem odepchnąć ją z dala od gorącej wody, ale zasyczała i sama wyszła z pod prysznica.

- To jest za gorące!. - Sapnęła, wypuszczając pisk..

Spojrzałem w dół, gdy moje odrętwiałe ciało kontynuowało przyjmowanie parzącej wody.

Gdy ponownie weszła, dostała się do kurka i zmieniła temperaturę na bardziej znośną.

Jest ciepła, ale moja nagrzana skóra płonie, a ciało krzyczy od ochłodzenia.

Znosi temperaturę wody, a jej oczy są pełne skupienia.

Nie. Ona nie musi się martwić o mnie.

- Przepraszam za to co powiedziała Amber. - Wyszeptała Victoria, a ja spojrzałem na nią.

Przeprasza za nią? Serio?

Nie odpowiedziałem.

- Jesteś zły? - Wymamrotała.

Spojrzałem na nią ponownie, kiedy usłyszałem mały strach w jej głosie.

Potwór.

Zmieniłem temperaturę więc jest trochę cieplejsza, ale wystarczająca, by Victoria ją wytrzymała.

- Mów do mnie. - Jej dłoń ruszyła w moją stronę, a ja obserwowałem jak starała się złapać moją twarz.

Złapałem jej nadgarstek, a ona wzdrygnęła się.

Nie chcę jej skrzywdzić.

Więc przestań zachowywać się jak pierdolony dziwak.

Czy ja zaczynam wariować?!

Zamrugała lekko wystraszona, po czym westchnęła.

- Coś nie tak? - Zapytała tym razem bardziej pewnie.

Potrząsnąłem głową i odsunąłem z dala od jej dotyku.

- Zay...

Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, pchnąłem ją na zimną ścianę, a ona wciągnęła powietrze, zanim ją pocałowałem z wielką siłą.

Mój pocałunek był gwałtowny i zdesperowany, kiedy mój język szukał jej. Jej był nieśmiały i płochliwy przeciwko mojemu, ale to mi wystarczyło, by chcieć więcej.

Podniosłem ją, używając ściany za nią do jej podtrzymania, a mój kutas twardnieje, podczas gdy ja zostawiałem pocałunki w dół jej szyi.

Momentalnie wstrzymała oddech, gdy moje ręce złapały jej piersi.

- Masz piękne piersi. - Zamruczałem na tyle głośno, by mogła mnie usłyszeć, oddech wystarczył, by poczuła moje ciepło na swoich sutkach, zajęczała, gdy stwardniały pod moim dotykiem.

Polizałem jeden sutek i uszczypnąłem drugi, żeby nie czuł się opuszczony, usłyszałem tylko jej jęk przyjemności, po czym poczułem jej rękę wędrującą przez moje włosy, ustawiając mnie.

Moja ręka ześlizgnęła się po jej kości biodrowej i zręcznie przesuwałem palcami po aktualnie mokrej już cipce, a nasze usta kontynuowały taniec.

Nawet nie zauważyłem jej pogłębiającego się pocałunku, nakłaniając nasze ciała do bliskości. Czułem jej sutki na mojej klatce piersiowej.

Lizałem gorącą, mokrą trasę z boku jej szyi, a mój kutas prześlizgnął się po jej brzuchu. Zacisnęła powieki, a usta rozchyliły się lekko w uczuciu podniecenia.

Złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach, unikając jej wzroku, kiedy otworzyła oczy. Prawie mogłem poczuć jej irytację, bo spodziewała się czegoś bardziej ostrego.

Victoria zamruczała nieco sfrustrowana. Próbowała oprzeć się i pogłębić pocałunek, kiedy przycisnąłem moje usta do jej, ale wybrałem ten moment aby przypomnieć jej o mojej pięści zaciskającej jej włosy.

Skrzywiła się na chwilę, zanim pociągnąłem w dół za włosy, delikatnie i powoli ale z wystarczającą siłą uścisku za tym idącą. Z łatwością zeszła w dół tylko z małym skamleniem, oznaczającym zaskoczenie.

Szorstki. Zimny. Nieokiełznany.

Spokojnie Zayn.

Owinąłem rękę wokół mojego stwardniałego ciała i przesunąłem czubkiem mojego kutasa po jej ustach, a ona uśmiechnęła się, w jej spojrzeniu widać ekscytację i pożądanie.

Nie ma wielu dziewczyn, które lubią ssać kutasa, a fakt, że Victoria nie ma odruchu wymiotnego jak gwiazda porno i zawsze jest chętna w najmniej oczekiwanym momencie, sprawia iż mogę powiedzieć, że oceniam to bardzo dobrze.

Oblizałem swoje wargi, a żądza w moim ciele wzrosła, W intensywności patrzyłem, jak Victoria pewnie bierze go do ust. Złożyła miękki pocałunek na główce mojego kutasa i powoli zaczęła schodzić w dół członka. Miło było na to patrzeć, ale to nie zatrzymało moich niespokojnych myśli.

Brutalnie chwyciłem ją za włosy, z trudem wciągnęła powietrze, pozwalając mi wejść do środka.

Ciepło.

Byłem przez nie otoczony.

To było ciepło, które wibrowało z każdym zaskakującym pomrukiem wydawanym przez Victorię.

Wepchnąłem się w to ciepło.

Obserwowałem jak miękkie usta Victorii otaczają mojego kutasa, który cały zniknął w żarze jej chętnych ust. Sięgnął głębiej, aż zęby ocierały boki mojego kutasa, a gardło Victorii mnie otoczyło.

Tak! Właśnie tam.

Moje pośladki zacisnęły się, gdy moja erekcja stała się twardsza.

Przez chwilę poczułem się jakbym dryfował w cieple, jakie dawała mi Victoria. Mokre i mocno owinięte usta wokół mojego kutasa.

Prawie odczuwałem ból, który pojawi się, gdy go wyjmę.

Każdy kawałek mojego ciała mówił mi instynktownie, że powinienem pchać mocniej, głębiej, kontynuować pieprzenie.. ale tego nie zrobiłem.

Wyciągnąłem szybko.

Victoria dyszała. Głośno. Długi szlak od połączenia jej ust z końcówką mojego fiuta.

- Więcej. - Powiedziała Victoria, a ja pchnąłem do przodu bez kwestionowania tego.

Jeśli ona chce ssać, nie zamierzam jej powstrzymywać.

Ciągnęła, a moje uda zaczęły się trząść.

Tylko tyle mogłem zrobić, aby powstrzymać się od bycia szorstkim.

Chciałem złapać jej włosy i pieprzyć jej usta tak bardzo, ale jednocześnie nie chciałem.

Ale ja tak.

Może ten potwór wciąż jest we mnie.

Odsunąłem moje ręce z dala od Victorii i mojego kutasa. Położyłem je na ścianie naprzeciw mnie, zamknąłem oczy i skierowałem wzrok w dół, by na nią spojrzeć. Czułem więcej niż wdzięczność w westchnieniu Victorii, kiedy moje ręce pozwoliły jej wykonać zadanie.

Zostałem dodatkowo nagrodzony, kiedy jej ręce powędrowały z moich bioder na tyłek, pchnęła mnie głębiej w swoje usta.

- Kurwa! - Pozwoliłem sobie zostać. 

Chciałem zostać. Czułem się tak cholernie dobrze. Victoria dławiła się przez kilka sekund, po czym wyciągnęła go szybko.

Cięższy oddech. Więcej plucia.

Otworzyła oczy, gdy tylko złapała oddech. Miała łzy w oczach, ale ja wiedziałem, że nie płakała. Była bezmyślna.

Postawiłem ją na jej drżących nogach i pocałowałem. Zajęło jej chwilę, by odpowiedzieć. Gry przerwałem pocałunek powiedziałem: 

- Odwróć się i rozłóż nogi.

Zrobiła to, o co ją poprosiłem, a sam usiadłem na podłodze między jej udami rozłożonymi na mojej twarzy. Pocałowałem jej łechtaczkę, zanim wsunąłęm język w jej wnętrze i sprawiłem by doszła.

Gdy tylko doszła skierowałem ją w dół mojego ciała, aż w końcu usiadła na mojego kutasa.

Pustka we mnie zadrżała. Tego już wystarczy, powiedziałem sobie.

Wszystko co Victoria i ja mieliśmy wystarczyło mi, by zacząć się martwić. Ale nie zwracałem uwagi na pustkę, gdy wszystko wkoło śpiewało. Na razie.

Victoria i ja całowaliśmy się. Pieprzyliśmy się. Ja doszedłem. Ona doszła.

Pustka i potwór we mnie był cicho.

Wyszedłem z pod prysznica, zanim zrobiła to Victoria.

Wiem, że moje dziwne zachowanie będzie śledzone, ale co ja właściwie mogę powiedzieć? To był epizod, z którym zmagam się do dziś, z jego negatywnymi skutkami we mnie właśnie teraz.

Ale czuję się lepiej.

Zawsze kwestionuję to, dlaczego Victoria jest ciągle ze mną?! Zawsze zastanawiam się dlaczego ludzie myślą, że jestem dobrą osobą.

Robiłem straszne rzeczy.

Straszne, niewybaczalne rzeczy i cieszę się, że te koszmary przestały powracać w mojej pamięci.

Chwilowo jestem wytrącony z moich negatywnych myśli, słysząc mojego Malik cella wibrującego na stoliku.

Siadając, przycisnąłem go do ucha.

- Malik.

Strzepałem kurz z lampki nocnej, gdy usłyszałem głos Yasera w telefonie. Przewróciłem oczami.

- Gdzie jest Waliyha?

Ja również cię witam.

Westchnąłem.

- Uczy się w bibliotece.

Otworzyłem szafkę pełną prezerwatyw i lubrykantów. Uśmiechnąłem się na chwilę, ale skrzywiłem się, gdy dostrzegłem plik złożonych w niej papierów.

- Dlaczego nie odbiera swojego telefonu?

Ponieważ jesteś dupkiem.

- Nie wiem. - Wzruszyłem ramionami, tak jakby mógł mnie zobaczyć. Otworzyłem papier i znalazłem puste foliowe opakowanie po prezerwatywach, które wypadło, westchnąłem i wrzuciłem je z powrotem do szuflady. - Będzie tu za godzinę.

- Powiedz jej, żeby odbierała telefon. - Rozłączył się, a ja westchnąłem zirytowany.

Dupek.

Po tym jak się uspokoiłem, zadzwoniłem do Waliyhii.

- Cześć.

- Waliyha, dlaczego ignorujesz ojca?

Westchnęła zirytowana i brzmi jakby szukała usprawiedliwienia.

- Ponieważ jest dla ciebie taki niegrzeczny.

- To nie oznacza, że ty musisz być taka w stosunku do niego. To mój problem do rozwiązania. Ty nie musisz się angażować.

- Wszystko jedno. Będę za pół godziny.

- Dobrze. Do zobaczenia wkrótce Wal.

- Cześć Zeus. - Zaśmiała się cicho i odłożyła telefon, a ja spojrzałem w dół na bałagan na biurku.

Po odsłonięciu innych pustych papierów, opróżnionych z kondonów wsunąłem je wszyskie z powrotem do szafki. Wzdrygnąłem się, gdy poczułem ukłucie na mojej skórze i przysunąłem rękę do siebie.

Mały punkcik rozkwitł wokół mojej przebitej skóry, skrzywiłem się.

- Co to do kurwy było?!

Spojrzałem w dół do szuflady, jakbym upuścił coś do środka. Chciałem znaleźć pinezkę lub coś, ale potem całe moje ciało zesztywniało, gdy zauważyłem mały drobiazg połyskujący między zielonymi, niebieskimi i czarnymi foliowymi opakowaniami.

Potrząsnąłem głową i zatrzasnąłem szufladę, unosząc pinezkę do poziomu moich oczu.

Mam nadzieję, że to chore uczucie w moim brzuchu nie jest tym, o czym myślę.

Położyłem pinezkę i wstałem, ale ten prosty gest wydawał się nie do zniesienia, kiedy czułem, że moje nogi są osłabione.

Znowu widzę czerwony.

Zacisnąłem mocniej pięści i wziąłem głęboki, urywany oddech.

Po prostu oddychaj.

Zanim zdążyłem cokolwiek zarejestrować, kątem oka zauważyłem wchodzącą Victorię, spojrzałem na nią, cały płonąc ze wściekłości.

Jej uśmiech i ciekawość słabnie, a ja zmarszczyłem brwi, kiedy spojrzałem na mojego Malik cella, który nadal był w mojej ręce.

- Zamierzasz mi powiedzieć co się stało? - Zapytała cicho, ryzykując siadaniem obok mnie.

Spojrzałem jej w oczy, a ona lekko przygasła. Wie, że nie jestem zadowolony. Ale nie wie dlaczego.

Nie jestem głupi. Powinienem był się domyślić.

Ale nie chciałem wątpić w jej zaufanie.

Złapałem pinezkę, żeby jej pokazać. 

- Czy ty próbowałaś sabotować prezerwatywy?!



____________________________________________________


Cześć! 

Przepraszam, że to trwało tak cholernie długooo. Nadal mam problemy i nie wiem, kiedy się skończą.
Postaram się, żeby kolejny rozdział pojawił się szybciej, bo końcówka tego rozdziału jest adfbiaogber!
Mam nadzieję, że nie będziecie tak bardzo źli na mnie. Przepraszam raz jeszcze. ;c
Do następnego,  Ola xx

& Harrys_heart69




wtorek, 16 września 2014

Rozdział 12: Tables have turned.


Miłość to dziwne uczucie.

To prawie żenujące, jak wielką siłę ma jedna osoba nad twoją mentalnością, sprawiając, że czujesz się bezbronny. Ignorowałem to uczucie i prawie udawało mi się nigdy go nie czuć, dopóki nie pojawiła się ona.

Czy to normalne?

Mieć kogoś, kto posiada nad tobą taką władzę?

Mieć kobietę, tak niewinną, tak upartą i irytującą czasami, potrafiącą załamać mnie psychicznie, jeśli zdecydowałaby się odejść ode mnie w moim najsłabszym momencie.

Czy to jest to, co czuję?!

Z jednej strony miłość jest najlepszym uczuciem jakie miałem, zaraz po samym seksie.
Mam na myśli, seks jest dobry, no weź.

Ale z drugiej strony, jest to tak niebezpieczne, jak zakochanie.

Spadam, ale uderzenie o dno nie jest miejscem, gdzie chciałbym teraz być.

Straciłem ją dwa razy. Nie pozwolę, by stało się to ponownie.

Ale, czy jestem aż tak szalony, pytając ją o rękę tak wcześnie?

Kurwa oczywiście, jestem Zayn Malik na litość boską.

Małżeństwo jest tym, czego chce, a ja dostaję to, co chcę, ostatecznie.

Ale.

Każda odpowiedź brzmi zawsze "nie".

Nie jestem romantyczny, ale staram się zrobić wszystko, by za mnie wyszła, lecz wykręca się mówiąc, że jest za wcześnie.

Ale jedną rzeczą, na którą nie mogę narzekać, jest seks.

Niezliczona i niezliczona ilość seksu.

Victoria, moje kochanie wróciła.

Nie całkiem.

Wciąż jest nieśmiała, ale kurwa, w każdej chwili, kiedy jesteśmy sami, wszystko czego ona chce to seks, i jestem cały za.

Oparłem się o nią i spojrzałem na jej twarz, uśmiechnęła się do mnie, blask zadowolenia po seksie bije od niej już drugi raz tego dnia.

Złapałem ją za ramię i pociągnąłem z powrotem na biurko. Po dociągnięciu mojego krawatu, zostawiła mały pocałunek na moich ustach i usiadła na brzegu biurka.

Zapinała swoją koszule, kiedy ja zawiązywałem supeł na końcu prezerwatywy, a ona westchnęła.

- W ten weekend są urodziny Jamesa. - Powiedziała.

- W ten weekend? - Zapytałem i odwróciłem się od niej.

Po zawinięciu prezerwatywy w papier, wrzuciłem go do kosza i przypominając sobie, o owinięciu go podwójnie, tak na wszelki wypadek.

- Tak, chciał abyśmy przyszli. Amber i Matt...

- Matt? - Wytrzeszczyłem oczy i podałem jej z powrotem sweter, który odrzuciliśmy w trakcie uniesienia.

- Tak. Znowu są razem. - Victoria przewróciła oczami, a ja powtórzyłem jej gest.

- Twoje urodziny są tylko tydzień po urodzinach Jamesa, kochanie. - Uśmiechnąłem się i owinąłem ją ramionami wokół talii, a ona uśmiechnęła się, ale przerwał nam telefon.

Wzdychając, cmoknąłem jej nos i odebrałem telefon.

- Malik.

- Sir. - To Leigh. Myślałem, że powiedziałem jej, żeby nie dzwoniła do mnie, kiedy jest Victoria. - Pańska matka tu jest.

Oh.

- Trzymaj się. - Odłożyłem telefon i szybko wyprostowałem pieprzone włosy Victorii, a ona zmarszczyła brwi.

Pociągnąłem ją za nogi, żeby ześliznęła się z biurka, ustabilizowała swoją postawę i ukradkiem pocałowała mnie w policzek, po czym zachichotała do siebie.

- Co ty wyprawiasz? - Zapytała, gdy podchodziłem do drzwi zapinając rozporek.

- Mama tu jest.

- Cholera! - Postawa Victorii zesztywniała, a ona sama zaczęła się prostować, uśmiechnąłem się i otworzyłem drzwi.

Wychodząc na zewnątrz zobaczyłem moją mamę czekającą na białej kanapie, wstała, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

- Mamo. - Nie widziałem jej od ostatniego tygodnia na kolacji, kiedy to Yaser zdecydował się obrazić mojego biologicznego ojca i mnie.

- Mój synu. - Wiem, że mówi tak, by mi coś udowodnić. - Jak się masz słoneczko?

Udało mi się doprowadzić ją do mojego gabinetu, zanim powitała mnie uściskiem i śladem jej szminki na moim policzku, aby uniknąć całej tej sytuacji przy Leigh.

Nie chcę, aby to widziała.

Żenujące.

- Cześć mamo. - Uśmiechnąłem się lekko, a ona znowu mnie przytuliła.

Dobra mamo. Dobra.

- Victoria tutaj jest. - Poinformowałem, a ona uśmiechnęła się i spojrzała w stronę Victorii, która "niewinnie" stała za biurkiem, na którym ją właśnie pieprzyłem.

- Victoria kochanie. Jak dobrze cię ponownie widzieć. - Przywitała ją w czułym, matczynym uścisku, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu.

- Nie spodziewałem się ciebie tutaj. - Powiedziałem spokojnie.

Jeśli przyszłaby wcześniej, Boże, chroń mnie od tego, co mogło się stać.

- Wiem, przepraszam kochanie, ale jest coś ważnego, o czym chciałam z tobą porozmawiać. Nie mogę zrobić tego dziś wieczorem, ponieważ twój ojciec i ja wyjeżdżamy z dziewczynkami do Bradford. Cieszę się, że Victoria również tu jest, ponieważ to również jej dotyczy. - Wyjaśniła moja mama i usiadła.

- Co się stało mamo? - Oparłem się o biurko obok Victorii.

- Ponieważ Waliyha ma 18 lat, myśli o wyprowadzeniu się z domu.

O nie.

Victoria spojrzała na mnie i wymieniliśmy spojrzenia przed zwróceniem uwagi na moją matkę.

- Zayn, wiem że to ci się nie spodoba, ale wydaje się, że spędzacie z nią dużo czasu...

- Mamo. - Wiem co zamierza powiedzieć.

Czy na prawdę jest potrzeba, by Waliyha przeprowadziła się do mnie?!

- Proszę synu. Ona was podziwia, Victorię i ciebie. To będzie dla niej najlepsze, wyprowadzić się z domu, zanim twój ojciec umieści ją na jeszcze mniejszej smyczy. - Poprosiła mnie, a ja ścisnąłem czubek mojego nosa, zanim spojrzałem na Victorię.

Nie lubię dobijać mojej matki.

Ale, jeśli Waliyha wprowadzi się do nas to stracę uwagę Victorii.

- Co ty na to, kochanie? - Zapytałem ją, a ona się uśmiechnęła.

- Jestem pewna, że już znasz moją odpowiedź. Mam na myśli to, że kocham Waliyhę. - Wzruszyła ramionami, a ja westchnąłem, zanim spojrzałem na matkę.

- Myślę, że to oznacza zgodę. - Wzruszyłem ramionami, a mama uśmiechnęła się szeroko.

- Dziękuję bardzo Zayn. Ona kończy szkołę w przyszłym miesiącu, więc prawdopodobnie zacznie przenosić swoje rzeczy, może w następny weekend.

Moje oczy rozszerzyły się. Tak szybko?!

- Mam służbową podróż do Ameryki w następny weekend i zabieram ze sobą Victorię. - Skrzywiłem się.

- Więc może się przenieść w ten weekend.

Co?! Nie!

- Są urodziny przyjaciela Victorii.

Mama westchnęła, a ja przygryzłem wargę.

- Czy ty robisz wymówki?

Nie robię ich, one pojawiły się w odpowiednim czasie.

- Nie. Oczywiście, że nie.

- Jestem pewna, że ona będzie gotowa przenieść się w ten weekend. Nie zamierzacie nigdzie wychodzić na dłużej?

Spojrzałem na Victorię.

- Nie. Tylko parę drinków i myślę, że będziemy z powrotem w domu. Ten weekend jest w porządku. - Victoria powiedziała za siebie, a ja westchnąłem.

Świetnie. Tylko trzy dni i moja siostra się wprowadzi.




***



- Nie sądzę, żeby było w tym coś złego, aby ona została z nami. - Skomentowała Victoria, gdy zbliżaliśmy się do celu, który chciałem jej pokazać.

- Wiem, ale teraz nie jest na to odpowiedni czas.

Samochód zwolnił, a ona zmarszczyła brwi zauważając otoczenie.

- Oczywiście, że jest... gdzie jesteśmy?

Wyśliznąłem się z auta i otworzyłem drzwi dla Victorii z drugiej strony. Chwyciłem jej rękę, by pomóc jej wyjść z samochodu.

- Chcę ci coś pokazać. - Wymamrotałem.

Poprowadziłem ją na wzgórze, kiedy ona kontynuowała rozmowę na temat tej całej sytuacji z Waliyhą.

Ostatecznie się z tym zgodziłem, więc nie sądzę, żebyśmy musieli ciągle o tym dyskutować.

- Victoria. - Przycisnąłem wskazujący palec do jej ust, a ona zmarszczyła brwi. - Rozejrzyj się.

Dotarliśmy na szczyt wzgórza. Wszystko, co widzimy to piękny widok na Londyn i światła miasta. W nocy widok na miasto jest tak samo piękny, jak za widok za dnia, ale to nie to, co chciałem jej pokazać.

- Pięknie tu na górze! - Wstrzymała oddech, rozglądając się dookoła i patrząc w dół na samochody, które są prawie 100 metrów niżej.

- Podoba Ci się? - Zapytałem.

- Taak!

- Potrafisz wyobrazić sobie dom tu na górze? - Uśmiechnąłem się i podkradłem się za nią, by objąć ramionami i kołysać jak w małej klatce.

- Potrafię. - Odpowiedziała, a ton jej głosu był lekko zakłopotany.

- Nasz dom? - Pocałowałem jej policzek.

Odwróciła się do mnie i zmarszczyła brwi.

- Co?

- Czekałem na tę ziemię jakiś czas, aż wreszcie pojawiła się na sprzedaż, chcę ją mieć. Ale pomyślałem, że pokażę ją tobie, zanim jeszcze podejmę ostateczną decyzję o jej kupnie. - Leniwie wzruszyłem ramionami, a ona po raz kolejny rozglądnęła się dookoła.

- Bardzo ładnie jest tu na górze! O mój Boże!

- Czy to jest tak? Ponieważ, to jedyne słowo, którego od ciebie nie usłyszałem.

- To jest tak. - Uśmiechnęła się.

- Teraz widzisz dlaczego czas jest nieodpowiedni?

- Nie. Mam na myśli, że nie masz tu domu. To tylko trawa. Wybudowanie tutaj domu zajmie jakieś pół roku, dlaczego czas jest nieodpowiedni? - Zmarszczyła brwi w zakłopotaniu.

- Ponieważ mam tak wiele zabawy tylko z nami. W Nowym Jorku w następnym tygodniu to będzie jedyny czas jaki będziemy mieli tylko dla siebie i koniec. Wyjdź za mnie. - Uniosłem brew.

Victoria przewróciła oczami, a na jej skórze pojawiła się gęsia skórka. Zabrałem ją z powrotem do auta, a ona zaczęła kontynuować.

- Zawsze będziesz mnie miał. Po prostu musimy być ostrożni.

- Szczególnie ty, Pani uprawiajmy-seks-gdy-tylko-mamy-szansę. - Droczyłem się z nią, kiedy otwierałem dla niej drzwi samochodu, a ona uśmiechnęła się i usiadła na siedzeniu auta.

- Narzekałeś na brak seksu, a teraz narzekasz na jego nadmiar.

- Nie narzekam, ja podziwiam. - Mrugnąłem. Pocałowałem ją w policzek i wyszeptałem cicho do jej ucha. - Chciałbym cię teraz pieprzyć, gdyby nie było tu Marka.

- Jestem pewna, że uwielbia na to patrzeć. - Uśmiechnęła się z lekkim rumieńcem, a ja delikatnie zostawiłem klapsa na jej udzie.

- Do środka, skarbie. - Uśmiechnąłem się, a ona wsunęła nogi do środka, żebym mógł zamknąć drzwi.

Z ostatnim długim spojrzeniem na wzgórze mojego przyszłego domu, wsiadłem do auta i dołączyłem do Victorii.

Cała rozmowa krąży wokół 22 urodzin Jamesa, a ja zastanawiałem się, czy nie powinienem puścić Victorii samej. Nie jestem najlepszym towarzyszem na wyjścia do klubu. To nie moje klimaty.

- Może powinnaś pójść sama?

- Co? Um. Nie, dziękuję! - Gapiła się na mnie, a ja zmarszczyłem brwi.

- Myślę, że to najlepsze rozwiązanie.

Westchnęła.

- Zayn. Nie pójdę sama. Chcę, żebyś tam był i James również. On cię lubi!

- Nie znoszę pijanych ludzi. - Przewróciłem oczami, a ona spojrzała na mnie oskarżycielsko.

- Jest wiele rzeczy, których nie znosisz, ale po prostu przyjdź i się zabaw.

Westchnąłem do siebie, chwyciłem jej dłoń i pocałowałem, zanim znowu na nią spojrzałem.

- Dobra. Przyjdę.





MARK POV


Przez ostatni tydzień miałem najlepszy, nocny odpoczynek. Tak cicho, bez seksualnych odgłosów albo wezgłowia uderzającego o ścianę.

To jest jakaś seks bomba, która wybucha w tym pieprzonym apartamencie, co pięć pierdolonych godzin.

Victoria i pieprzony szef.

Lubię, kiedy ta dwójka jest szczęśliwa i tego im życzę, ale czy może być kurwa głośniej?!

Inni też tu mieszkają!

Jeśli jego siostra wprowadzi się tutaj w ten weekend, zaniosę tej biednej dziewczynie jakieś pieprzone zatyczki do uszu, zanim usłyszy jak jej brat pieprzy, właściwie jej dobrą przyjaciółkę.

Jestem szczęściarzem, że nie przyłapałem tych dwojga na kanapie, dzisiejszego cholernego poranka. Po raz pierwszy dziękowałem, za to, że byli głośno.

Ale w nocy, muszą nauczyć się zamykać pieprzony ryj.

Może powinni zacząć uprawiać seks w pokoju pieprzonych kar, żeby zminimalizować odgłosy. Nie usłyszysz gówna, które tam się dzieje, jeśli ktoś jest w środku, a ty na zewnątrz oglądając telewizję. To jedyne miejsce jakie mają.

- Mark. - Usłyszałem szefa, wołającego mnie z kuchni. Westchnąłem, pokonując drogę do kuchni.

- Tak sir.

- Zmiana planów. - Poinformował i wypił resztę wody, popijając pigułki antydepresyjne. - Możesz przywieść Waliyhę. Moi rodzice wkrótce wyjeżdżają, Waliyha nie chce jechać z nimi, więc przeprowadzi się dzisiejszego wieczora.

W myślach podniosłem brwi.

- Tak, proszę pana.

- Dziękuję.

Od kiedy bierze te pigułki zauważyłem w nim zmiany. Jest bardziej przystępny i zdecydowanie spokojniejszy niż zwykle. To dziwne, ale powoli zaczynam lubić tego skurwiela.

Może ze mną też jest coś nie tak?!

Wcisnąłem guzik windy, aby zjechać na dół, na parking. Otworzyłem drzwi Audi SUV i wskoczyłem do auta, zamknąłem drzwi, po czym złapałem kierownicę. 

Kurewsko kocham ten samochód.

Plusem z życia i pracy dla bogatego skurwysyna, jest to, że możesz jeździć jego drogimi autami. Kurewsko kocham prowadzić jego samochody.

Moim ulubionym jest Ferrari. Możesz nazwać to banałem, ale to kurewsko dobry samochód.

Gdy dojechałem pod dom rodziny Malików, wszyscy byli już na zewnątrz rezydencji, a ja podszedłem, żeby wszystkich powitać.

- Mark.

- Sir. - Kiwnąłem głową w kierunku tego dupka, który jest ojcem szefa, a on odwrócił się w kierunku Waliyhii, która siedziała na walizce z telefonem w ręku.

Ożywiła się, kurwa, tak nagle i posłała wielki uśmiech.

Tak, tak. Chodźmy już, chcę wrócić do domu i się przespać.

- Mark! Zabierasz mnie?! - Gapiła się.

- Tak, proszę pani. - Przytaknąłem kiwnięciem głowy, a ona spojrzała na swojego ojca, podczas gdy ja pozdrawiałem Panią Malik.

- Witaj Mark. Jak się masz?

- Dobrze. Dziękuję Pani Malik. Jak samopoczucie?

- W porządku, dziękuję. Proszę uważaj. - Uśmiechnęła się z desperacją, a ja kiwnąłem głową. - Wiem, że mogę na tobie polegać. Jadła już obiad. Upewnij się, że Zayn pamięta, że Waliyha musi być wcześnie w szkole, a nie znowu spóźniona. W porządku? Oh i tu są nadal jej rzeczy.

- Tak, proszę pani. - Typowa matka.

- Przepraszam Mark. Ja po prostu nie chcę widzieć, jak odchodzi.

- Jest bezpieczna z Panem Malikiem. - Kiwnąłem głową.

- Jest. Mam nadzieję, że jest. Tak długo jak wiem, że i ty jesteś w domu!

Ona jest dla mnie zawsze kurewsko miła.

Dlaczego do kurwy musiała ona skończyć z pieprzonym dupkiem takim jak Yaser?!

Jeśli szef nie brałby tych pieprzonych pigułek, Yasera i Trishę można by porównać do szefa i Victorii.

Zabawne.

- Tak tato. Będzie dobrze. Do widzenia mamo. Kocham was, bawcie się dobrze. Pozdrówcie wszystkich, paa. - Szybko złapała za moje ramię, a ja zesztywniałem, kiedy starała się przeciągnąć mnie przez drogę, ale kurwa nie.

- Chodźmy, możemy już iść. - Wybełkotała w drodze do auta, po tym jak spostrzegła, że ja stałem w tym samym pieprzonym miejscu.

Pochyliłem się, aby zabrać jej walizkę i salutując w stronę kurewskiej twarzy jej ojca podniosłem cholerny bagaż i czułem, że waży cholernie więcej, niż ja.

Co do kurwy te dziewczyny pakują?!

Ich pieprzone samochody w miniaturowej wielkości czy coś?!

Do kurwy nędzy.





ZAYN POV


Nie wiem czy to źle o mnie świadczy, że jestem sceptyczny, gdy Victoria wręcza mi prezerwatywę siadając na mnie okrakiem.

Pragnienie w jej oczach.

Albo ona jest na prawdę zajebiście napalona, albo to charakterystyczne uczucie w moim brzuchu jest z jakiegoś powodu.

Ponieważ wiem, że fakt, iż za każdym razem używam zabezpieczenia nieźle ją wkurza.

Ale jestem tak pochłonięty przez pożądanie. Ufam jej.

Nie chciała nic zrobić.

A może jednak?

Nie, nie chciała.

- Coś nie tak? - Wyszeptała przed zostawieniem pocałunku na linii mojej szczęki, a ja owinąłem moją rękę wokół jej talii przed ukradnięciem całusa.

- Nic, kochanie. - Zmieniłem położenie i jestem teraz na górze, a ona przeniosła wzrok na mnie. - Szybki numerek przed powrotem Marka? Wiem, że lubisz kontrole. - Wzruszyłem ramionami.

- Ale ja również. - Wymamrotałem przed zostawieniem pocałunków wzdłuż jej szczęki do szyi, zanim powoli wbiłem się do jej środka.

Victoria z trudem złapała powietrze,westchnęła i zajęczała gardłowo.

Ścianki jej pochwy zaciskają się na moim kutasie co kilka pchnięć i kurwa to uczucie jest dobre.

- Zeus gdzie jesteś?

O kurwa! Zakląłem głośno, czułem każdy mięsień we mnie, odrzucający to, co miało nadejść. Wyciągnąłem.

Wyzwanie dla każdego mężczyzny.

Nie chcę tego robić, ale muszę.

- Twoja siostra tu jest! - Westchnęła.

Zmotywowany przez Victorię, która usiadła ostrożnie, kiedy ja w końcu znalazłem w wolę, by od niej odejść.

Moje jaja stały się twarde, bardziej zduszone, kiedy naciągnąłem na nie spodnie, które udało mi się znaleźć i koszula, którą Victoria bestialsko zniszczyła podczas naszej zabawy.

Rzuciłem jej spódnice, której szukała, a ona zarumieniła się, po czym poprawiła włosy i wygładziła spódnicę.

- Bez majtek? - Uniosłem brwi w zdziwieniu, kiedy zaczęła iść w stronę drzwi i zanim zdążyła je otworzyć, złapałem ją od tyłu i chwyciłem za ramiona, by zostawić pocałunek na jej policzku.

- Bez majtek. - Potwierdziła.

- Sprośnie. - Wyszeptałem, kiedy wsunąłem rękę pod jej spódnicę. Chwyciłem jej tyłek, umieściłem środkowy palec w jej mokrym wejściu i podbródkiem odsunąłem włosy, po czym przygryzłem płatek jej ucha.

- Zayn, przestań. - To brzmiało bardziej jak, proszę kontynuuj, ale słyszałem jak dystans między nami, a moją siostrą, która nas nawoływała, się zmniejsza.

Jeszcze raz pocałowałem Victorię w policzek i westchnąłem zirytowany, cofając moją dłoń.

- Chodź.

- Chciałabym. - Wyszeptała pod nosem.

 Wiem, że nie miałem tego usłyszeć, ale usłyszałem. Uśmiechnąłem się do siebie, ale w tym samym czasie byłem jednocześnie bardzo sfrustrowany.

Wygląda na to, że moje jaja zsiniały.

To był cios dla mojego opuszczonego fiuta. Opuściłem lekko spodnie i podążyłem za Victorią w dół klatki schodowej do Waliyhii, która wyszła z korytarza, który prowadzi do schodów na dół.

Trzymałem ręce za plecami, gdy wielki uśmiech pojawił się na jej twarzy, a jej oczy zacisnęły się z podniecenia.

- O mój Boże! To będzie super! - Waliyha zapiszczała i natychmiast zamknęła Victorię w uścisku.

Przygryzłem wargę we frustracji, gdy czułem gryzący mnie egoizm, a Waliyha oderwała mnie od tych myśli witając mnie uściskiem. Owinąłem ramię w okół niej, zostawiając drugie za moimi plecami, po tym jak robiłem świństwa z Victorią.

- Dlaczego nie zostałaś, aby zobaczyć się z resztą rodziny, Wal? - Zapytałem.

Wzruszyła ramionami .

- Na prawdę nie chciałam. Ale mama powiedziała, że będę musiała pojechać do Bradford w ten weekend i następny, kiedy wy będziecie w Nowym Jorku. Zostanę u mojej przyjaciółki. To będzie takie fajne pójść z wami.

Wewnętrznie moje ciało opadło w irytacji. Nie, nie mogę pozwolić, by zniszczyła mi więcej planów. Tak bardzo jak kocham ją mieć w Nowym Jorku z tym, że nie chcę jej tam mieć.

Po pierwsze, Victoria najprawdopodobniej chce zobaczyć się z matką i Mandy. Kiedy wróci z Detroit do Nowego Jorku, Waliyha będzie ją chciała.

I ja nie będę miał jej dla siebie..

- Może powinnaś pojechać z nami, moje urodziny są w następnym tygodniu. Będzie miło mieć cię przy sobie. - Victoria uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na mnie w ekscytacji.

Uszczypnąłem grzbiet mojego nosa.

Kurwa.

- O mój Boże tak. Zayn?! - Waliyha przysunęła się do mnie.

Przewróciłem oczami.

- Nie jesteś tu nawet dziesięć minut i już mnie irytujesz.

Teraz ona przewróciła oczami.

- Nie przewracaj oczami na mnie. - Zmarszczyłem brwi.

- No weź, Zayn. Proszę! Przecież wiesz jak bardzo zawsze chciałam tam pojechać. Mam na myśli, no weź Time Square Zayn! Mogę ją zabrać na zakupy! Proszę!

- Zakupy na Time Square są niesamowite. I zdecydowanie rozumiem frazę "zakupy do upadłego".

- O mój Boże, zawsze chciałam tam pojechać. Nigdy nie byliśmy w Nowym Jorku. No poza ojcem i Zaynem. Ale tata nie lubił nas zabierać do Nowego Jorku.

Victoria zmarszczyła brwi w dezorientacji.

- Dlaczego?

- Ponieważ jesteśmy muzł...

- Waliyha. - Potrząsnąłem głową, a ona przestała.

- Ojciec myśli, że Nowy Jork jest niebezpiecznym miejscem dla jego rodziny, więc nigdy tam nie byliśmy. Będzie bardzo miło pojechać z wami. Z tobą i Zaynem. To będzie bardzo miłe doświadczenie.

Victoria uśmiechnęła się, i kiwnęła głową, zgadzając się.

- Na pewno będzie! Zayn ona musi pojechać!

Westchnąłem zirytowany. Nienawidzę zmieniać planów.

- Proszę. - Tym razem to Waliyha błagała, a Victoria dołączyła do niej.

Jeśli to już zawsze będzie tak wyglądać to będę musiał się wynieść.

- Odpowiedziałaś sama sobie. Ojciec nie lubi, gdy jego rodzina jeździ do Nowego Jorku. - Oświadczyłem i przeniosłem swój wzrok na Victorię, która patrzyła na mnie bardziej zirytowana, niż Waliyha.

- On się nie dowie! Będzie w Bradford. Nie mieszkam już z nim, pamiętasz?! Mieszkam teraz z wami. Kiedy znajdę pracę będę mogła zamieszkać sama. - Waliyha uśmiechnęła się i zmarszczyła brwi w desperacji. - Proszę Zayus! Proszę!

Victoria zachichotała do siebie, mamrocząc moje przezwisko: Zeus.

Przynajmniej nie jest to kurwa mięczak.

- Dobra. - Bąknąłem.

- O mój Boże! - Victoria spojrzała na Waliyhę. 

Zanim to przewidziałem, obie wyłączyły się, robiąc te dziwne rzeczy, a ja wywróciłem oczami i sprawdziłem godzinę na telefonie.

Myślę, że znowu jestem zdany sam na siebie, dopóki Victoria nie znudzi się z Waliyhą.

Tak bardzo jak wkurzająca może być moja siostra, cieszę się, że wraca do normalności. Jej ciemne dni są skończone, jestem uradowany tym, że Victoria postanowiła przełamać się i wyjść ze swojej skorupy.

Ale teraz, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że jestem sam, muszę uwolnić trochę stresu, ponieważ moje pieprzone jaja są ciężkie.

Co przypomniało mi; kiedy będziemy mogli uprawiać sex? Kiedy Waliyha będzie w szkole? Może, gdy ja będę w pracy, tak jak dziś? Kiedy?!


Od kiedy Victoria odzyskała wiarę w seks, pierwszy raz od kiedy została zgwałcona, uprawialiśmy go gdy tylko mieliśmy szansę. I kurwa to było niesamowite.

Ale miejsca były dziwaczne.


Podłoga w łazience, łazienka w restauracji, do której zabrałem ją w ostatnim tygodniu na obiad, często na podziemnym parkingu, kurwa, nawet w jej samochodzie, kiedy odbierałem ją z pod Java hut.

To tak, jakby nadrabiała stracony czas. Ale teraz to wraca do normy. Było zabawnie.

Dopóki to trwało.
Wszedłem po schodach, by minąć nowy pokój Waliyhii i dostać się do mojego gabinetu. Usiadłem i zatopiłem się w pracy, gdy słyszałem chichoty i śmiechy dochodzące z drugiego pokoju.

To strasznie rozpraszające, ale nie chcę im przeszkadzać.




***



- Zayn. Kochanie?

Zmieniłem niekomfortową pozycję w moim fotelu i poczułem dłonie, które głaskały moje włosy, kiedy opierałem policzek na przedramieniu.

- Obudź się i chodź do łóżka. Proszę? - Wyszeptała.

Nie mam nic przeciwko temu, by Victoria budziła mnie, gdy zasnę w trakcie pracy, ale budzenie się na loda będzie jeszcze lepsze.

Westchnąłem cicho i prawie czułem jej wzrok palący mnie.

- Gapisz się. - Wymamrotałem cicho kiedy otworzyłem oczy, by sprawdzić, że to z całą pewnością ona.

Uśmiechnęła się. 

- Masz ładne rzęsy.

Skrzywiłem się, kiedy spojrzałem na jej podziwiający wzrok.

- Cóż, czy to nie jest dziwny komplement? - Usiadłem w końcu i mogłem zauważyć, co aktualnie miała na sobie. Jedwabną koszulę nocną, której nienawidzi nosić. - Jest ci zimno?

- Nie, dlaczego? - Zatrzepotała rzęsami i spojrzała w dół na swoje ciało.

- Twoje sutki są twarde.

Patrzyła na mnie, a ja przyciągnąłem ją bliżej, korzystając z okazji prześliznąłem ręką po jedwabiu i owinąłem jej talię.

- Więc. - Podniosła do góry sukienkę i wyciągnęła coś z pod jej bielizny; prezerwatywa.

Uniosłem brwi w zdziwieniu i poczułem to chore twardnienie. 

- Gdzie jest Waliyha?

- Śpi. Jest 2 nad ranem. - Złapała mnie za rękę, próbując wyciągnąć mnie z krzesła. - Chodź do łóżka.

Pociągnąłem ją na swoje ciało, a ona się uśmiechnęła. 

- Wolałbym zostać tutaj.

Przebiegłem rękami w dół jej błyszczącej sukienki do jej ud i przyciągnąłem ją do mnie.

- Czy nie powinniśmy tego użyć? - Złączyłem swoje brwi i gestem wskazałem na prezerwatywę.

Uśmiechnęła się i z drżeniem rąk rozpięła mój rozporek. Frustracja mnie wypełnia, kiedy ona się z tym grzebie, jej brak doświadczenia to najlepsza część.

Wziąłem głęboki wdech, gdy ona upadła na kolana, rozszerzyłem nogi, ona się schyliła i wzięła do ust moją pół-twardą erekcję.

Pieprzyć moje dni!



_____________________________________________________

 Heloł, heloł!

Z tej strony Ola ;)
Na samym początku chciałam Was przeprosić, że rozdział pojawił się dopiero dzisiaj. 
Miałam drobne komplikacje, ale nie będę Wam tutaj o nich opowiadać, no bo kogo to obchodzi?  Nikogo.
Ważne, że rozdział się pojawił, i że my wciąż tutaj dla Was jesteśmy :)

 W sumie nie mamy nic więcej do dodania, przynajmniej tak mi się wydaje na chwilę obecną.
Do następnego, see ya! 

Harrys_heart69 & @OlaaHoran


EDIT :
Wprowadziłam ankietę i bardzo proszę o wypełnianie.

Chcemy wiedzieć ile osób faktycznie czyta nasze tłumaczenie,
a ile z Was czeka na Bambi/czyta na własną rękę. (co do tego, to nie będziemy nigdy pewne, bo nie wiadomo ilu jest wszystkich czytelników, to tylko tak w przybliżeniu :) )

Dzięki x